Blog

NIESPODZIEWANE PYTANIA

Jechałam kiedyś pociągiem z dwunastoletnim chłopcem. Rozmawialiśmy sobie miło, poznawaliśmy się. W chwili, kiedy zbliżał się do nas konduktor, podło śmiałe i odważne pytanie

– a pan, to ile na miesiąc wyciąga?

Zapadła taka długa chwila, w której dorośli czują się zazwyczaj nieswojo, a dzieci nie rozumieją co się stało.

Szcerość jest trudna. Czasami trudna do udźwignięcia,  czasami wpędzająca w zakłopotanie. Dzieci mają z nią mniejszy problem – jak ten chłopiec, który po prostu chciał wiedzieć ile zarabia konduktor, bo właśnie był na etapie rozmyślań na temat swojej zawodowej przyszłości, którą uzależniał między innymi od zarobków.

Mówi się często, że warto zostawić w sobie odrobinę dziecka.  Może właśnie o tę odrobinę chodzi? O tę szczerość, której często dorosłym brakuje? I to nie wtedy, kiedy prosto w twarz mówi się nielubianej koleżance z pracy, że przytyła, albo że się spociła i  widać to na bluzce pod pachami, ale wtedy, kiedy trzeba uczciwie stanąć w prawdzie lub zadać proste pytanie: o co chodzi?

Patrząc dziś na politycznych przeciwników i słuchając wypowiedzi ludzi broniących swoich racji, zauważam ten dziecięcy brak szczerości. Nie zdarzyło mi się bowiem usłyszeć: „tak, chciałem trochę zarobić”, albo ” przyznaję, zależało mi na tym, żeby szwagier znalazł stałą pracę więc go poleciłem”. Słyszę natomiast tysiąc sloganów typu: „zazdrości mi pan” czy „bzdura totalna – uczciwie zarobiłem”.

Od dzieci w przedszkolu wymaga się, by przyznawały się do błędów i mówiły PRZEPRASZAM. Uczniów w szkole rozgrzesza sie z każdej nieuczciwości i wyciąga konsekwencje za ściąganie, podpowiadanie, zbyt odważne zadawanie pytań. A dorośli? Bezkarnie robią „swoje” i tylko czasem, słysząc niespodziewane pytanie, zamiast odpowiedzi zapada długa, milcząca cisza.

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *