Blog

KIEDY CZŁOWIEK WIE, ŻE ODCHODZI – PAMIĘCI A.A.

Dokładnie dziś mam tyle lat, miesięcy i dni, ile miał odchodząc z tego świata mój najukochańszy Tato. Od jutra zaczynam nowe życie. Życie kogoś, kto jest starszy, niż własny rodzic. W tym jednym Go mogę prześcignąć, bo dorównać ani mądrością, ani zaradnością, ani odwagą, ani niczym innym – nie potrafię.

Są ludzie z charyzmą. Tacy się pewnie rodzą, ale też pracują nad swoim charakterem. I taki był mój tato. Pośród wielu rzeczy, których mnie nauczył, jedna była wyróżniająca: nauka świadomego i pogodnego umierania. Czy w ogóle tak można? Można!

Kiedy mając 49 lat silny mężczyzna dowiaduje się, że jest chory, a z czasem czuje i wie, że nie jest to przeziębienie, grypa czy wrzody, ale rak, który zagnieżdża się coraz bardziej w jego ciele, to co sobie może myśleć? Mój tato myślał o tym, żeby nie stracić żadnego dnia dając mi, nastoletniej wówczas córce, wsparcie i życiowe rady oraz o tym, żeby przygotować się na odejście. Jako człowiek głębokiej wiary i dużej pobożności, dbał o systematyczną spowiedź, przyjmował komunię i dużo modlił się na różańcu. A jako tato? Zarówno podpowiadał jak życ dbając o rodzinne relacje, pokazywał zalety swojego zawodu (oczywiście, że skończyłam takie same studia, co On), analizował polityczne układy, pomagał ułożyć hierarchię wartości. Wryażał żal, że nie pozna wnuków i nie będzie dziadkiem, ale obiecywał, że będzie się nimi, kiedy już pojawią się na świecie,  „z góry opiekował”. Modlił się na zapas o zdrowie dla tych, których pozostawiał, pozałatwiał wszystkie ziemskie sprawy.

Miałam niewątpliwe szczęście i zaszczyt uczestniczyć, a właściwie obserwować, świadome odchodzenie młodego człowieka. Patrzeć, jak cierpi, ale nie robi niczego, co mołoby to cierpienie skrócić. Leżące przy łóżku środki przeciwbólowe, właściwie narkotyki, wystarczyło wziąć w większej dawce i zasnąć bezboleśnie… Nie zrobił tego. Nauczył mnie, że walczć należy do końca, a zaufanie do Najwyższego, opłaci się.

Ponad 30 lat opiekuje się mną i moją rodziną, jak przyrzekł. Stąd wiem, że jest „u góry”. Oczywiście, mój mąż nie znał go, ani moje dzieci. Ale mają inne korzyści niż te, które dałby im jako teść i dziadek. Mają opiekę i troskę, o którą ja wciaż proszę mojego kochanego tatę rozmawiając z nim, jakby wciaż był żywy.

Jeden Komentarz

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *