Blog

KOMENTARZE

Wszyscy jesteśmy narażeni na komentarze. Od najmłodszych lat. Zresztą zaraz po urodzeniu dziecka słychać:

– jaka/ki śliczna/ny!

– cudowne ma oczka!

jeśli oczywiście dzidziuś jest ładny, a komentatorzy szczerzy lub gdy jest inaczej, inne określenia typu:

– duży/a

– spokojny/a.

Jakby nie patrzeć, coś się mówi. No i tym samym, komentując ocenia. Bo przecież duży – mały, ładny – brzydki to pojęcia względne i nieobiektywne.

Potem w przedszkolu nauczycielki komentują: a to, że „ładnie bawi się z innymi” lub „wygląda na samotnika”, czy też biorą na tapetę samodzielność lub jej brak, dokładność przy wykonywaniu prac, zadowoloną czy naburmuszoną minę (jakby dziecko nie miało prawa do „złego dnia”. Nie czarujmy się, padają wówczas komentarze pod adresem rodziców, no bo przecież dzieci wynoszą wszystko z domów – jak to zazwyczaj oceniają nauczyciele pomijając swoją ważną rolę w wychowaniu obcych dzieci.

No i szkoła! Tam, to dopiero wszyscy wszystko komentują. Jak siedzi… jak je… jak jest ubrane… co mówi… jak mówi… czy wchodzi w relacje ect.

I tak aż do pełnoletności, a komentatorów po drodze jest rzesza. Przypadkowi podróżni, znajomi z pracy, rodzina – ta bliższa i dalsza również… No i człowiek słucha na swój temat tyle rozmaitych opinii, że głowa pęka. Szczególnie, gdy dowiaduje się czegoś, czego sam o sobie nie wiedział.

Oczywiście nie da się tego uniknąć. Fajnie jednak by było, gdyby trafiać na komentatorów stwierdzających ewidentne fakty. No bo jak ktoś chodzi np. do Szkoły Muzycznej i uczy się grać na skrzypcach i to właśnie się  o nim mówi, ani nie boli, ani nie sprawia przykrości. Gorzej, jak ktoś ma np. problemy z cerą i komentatorzy o tym mówią, zgodnie zresztą z tym co da się zauważyć gołym okiem, to mimo prawdy – boli i sprawia przykrość. Najgorzej, jak mówi się coś nieprawdziwego! I na dodatek niefajnego… Że zdradza, pije, mówi o innych to czy tamto, oszukuje Urząd Skarbowy, wyłudza „lewe zwolnienia” itd., itp.

Ja np. usłyszłam dawno temu, że na ślub cywilny sukienkę  (którą tak naprawdę uszyła mi sąsiadka wg. mojego własnego pomysłu) miałam wypożyczoną z Teatru :), a także, że wyszłam za mąż za kuzyna. Skąd ludzie biorą tematy do tego typu komentarzy, to nie wiem.

 

Kiedy słyszę, że ktoś popełnił samobójstwo, bo nie mógł poradzić sobie z opiniami na swój temat, to ciarki przechodzą mi po plecach. Staram się wyobrazić sobie człowieka, który musiał udowadniać, że nie jest wielbłądem. Albo nie „musiał”, tylko „chciał”. Bo ktoś o nim coś powiedział czy napisał, poszło w świat, a prostowanie tego przerosło bohatera plotki.

 

 

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *