Blog

KIEDY NIE WIESZ, CO POWIEDZIEĆ

Czy zdarzyło się Wam kiedyś znaleźć w takiej sytuacji, że nie wiedzieliście, co powiedzieć? Mi tak. Nie w związku z toczącą się dyskusją, bo w takich sytuacjach, to co najwyżej brakuje argumentów, albo w zdenerwowaniu, kiedy słowa uciekają z pamięci. Mam na myśli sytuacje, kiedy dowiaduję się o czyjejś chorobie lub śmierci. I nie wiem, co powiedzieć.

Samo „przykro mi”, wydaje się nietrafne. Bo przykro mi jest, kiedy komuś chomik odejdzie, albo kot ucieknie. Również wtedy jest mi przykro, gdy coś się komuś nie uda, nie pójdzie po jego myśli. Gdy słyszę o zdradzie małżeńskiej, rozwodzie, niepomyślnie zdanym egzaminie, to również jest mi przykro. Natomiast to, co czuję w chwilach, gdy dowiaduję się, że zmarł ktoś bliski moim znajomym, jest trudne do opisania i nigdy nie wiem, co powiedzieć. Szczególnie, gdy umiera komuś dziecko.

Przecież nie powiem koleżance nic w stylu „wiesz, przykro mi”. Tylko co mogę powiedzieć?

Intuicja podpowiada, że bardziej coś w stylu, by była silna, trzymała się, ale przecież to w sumie głupia rada. Silnym się jest lub nie i to nie dlatego, że chce się (czy nie chce) ale dlatego, że takim się jest. Tu nie ma podziału na bycie gorszym czy lepszym. Tu jest kwestia odporności psychicznej. I nikt, żaden człowiek, nie wie jak zachowa się w takiej czy innej sytuacji, dopóki się w niej nie znajdzie.

Ileż to razy słyszałam pogardliwe stwierdzenia, że „niektóre Polki szły do łóżka z hitlerowcami”. Nie podejmuję takich rozmów. Nie wiem, co sama bym zrobiła, by ratować swoje dziecko. Albo oceny ludzkich dramatów: ktoś odebrał sobie życie, „a przecież miał wszystko”. Tylko co miał? Może miał pieniądze, wykształcenie, dobry samochód… a nie miał np. miłości? Widział bezsens swojego, ocenianego przez innych jako „dobre”, życia? Też w takie rozmowy nie wchodzę.

Co mówić, kiedy bliscy przeżywają dramaty? Czy w tym przypadku zastosować złotą myśl, że „milczenie jest złotem”? I tylko być obok, czekać, zaoferować wsparcie, o jakie ktoś poprosi?

Pamietam, że kiedy zmarł mój tato, na drugi dzień znajoma mojej mamy przyniosła nam gołąbki. Uwielbiam gołąbki, to fakt, ale nie o to chodzi czy je lubię, czy nie. Kiedy odchodzi ktoś bliski, nie ma czasu na myślenie o sprawach codziennych, bo głowa zajęta jest sprawą ważniejszą. A tu ktoś pomyślał, że w nawale całego załatwiania i organizowania spraw związanych z pochówkiem, trzeba jeszcze zjeść, najlepiej coś ciepłego i pożywnego. Te gołąbki w pomidorowym sosie będę pamiętać do końca życia.

A słowa? Słów nie pamiętam, choć pewnie wiele osób coś mi wtedy mówiło.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *