Blog

JANA

Była małą dziewczynką, ale życie zdążyło ją zaskoczyć wielkimi wyzwaniami. W bardzo młodym wieku musiała nauczyć się, że najlepiej jest liczyć na siebie i dbać o swoje sprawy, nie oczekując, że może ktoś to zrobi.

Jana miała rodziców, jednak oni jakby zapomnieli, że mają ją. Oddani swoim nałogom pozostawili dziewczynkę na pastwę losu. Na szczęście mała miała twardy charakter i nie poddawała się, nie rozczulała nad sobą, nie okazywała żalu o nic – do nikogo. Już jako kilkulatka potrafiła zrobić sobie kanapkę, kiedy była głodna. Bawiła się tym, co było pod ręką. Śpiewała piosenki słyszane w radio, a kiedy w domu były imprezy, sama kładała się pod kołdrę i szybko zasypiała.

Z czasem, kiedy w domu pojawiły się młodsze siostry, Jana robiąc sobie kanapki przygotowywała ich więcej, a gdy miła 7 lat wstawała rano, by przed lekcjami pójść po chleb do najbliższego sklepu. Obiad, który dostawała w szkole, zjadała tylko częściowo, zabierając resztę do domu. Twarda sztuka.

Kiedy wraz z siostrami trafiła w końcu do Domu Dziecka, rano zakradała się do kuchni po chleb dla siebie i dla rodzeństwa. Z czasem nauczyła się, że nie musi tego robić, bo jedzenia wystarczy dla wszystkich, a wychowawcy zadbają, by nikt nikomu porcji nie odebrał.

Gdyby nie nauka, możnaby powiedzieć, że Jana z wszystkim sobie radziła. Niestety… tabliczka mnożenia nie wchodziła dziewczynce do głowy, a deklinacja rzeczowników byłą „czarną magią”. Skupienie na twarzy, wysiłek intelektualny, czas poświęcony na naukę – to wszystko było, ale efektów żadnych.

Nauczyciele, wiadomo, jak wszyscy ludzie, dzielą się na tych, którzy potrafią się wczuć w rolę innych lub nie i myślą, że ma być tak, jak oni powiedzą. Jana miała trochę szcześcia, bo w większości nauczyciele rozumieli jej trudną sytuację i przymykali trochę oko na niedociagnięcia, ale zdarzali się i tacy, którzy oczekiwali samodzielności i dobrych ocen. A tych nie było za co dawać.

Kiedy mama Jany dzwoniła, że MOŻE odwiedzi córki, Jana zaraz po powrocie ze szkoły siadała z noskiem przyklejonym do okna i wypatrywała, czy jej nie widać. Bywało, że nie przyjeżdżała. Innym razem wpadała po 19.00, kiedy dzieci miały już iść się myć, więc wizyta w Domu Dziecka trwała 15 minut. Tak spędzone przez dziweczynkę popołudnie owocowało brakiem odrobionych zadań, no ale jak można siedząc z noskiem przy szybie równocześnie zasiąść przy biurki i pisać wypracowanie lub dodawać ułamki?

Jana nie rosła tak, jak rówieśnicy. Była niziutka, drobniutka i tylko okulary, które nosiła, dodawały jej powagi.

O takich dzieciach, jak Jana, mówi się „stara  – malutka”. Czy powieli los rodziców i założy podobną rodzinę? A może wyciągając wnioski, będzie przykłądną żoną i matką? To się okaże z czasem, bo scenariusze mogą być różne. Na pewno dotychczasowie życie Jany zasługuje na dobry scenariusz na film o dzielnej, silnej, małej dziewczynce.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *