Blog

CZY ZBIERASZ WSPOMINENIA?

Słyszałam kiedyś takie zdanie, że są ludzie, krórzy zbierają znaczki, inni pieniadze, a jeszcze inni zbierają… wspomnienia. Piękne. A ty, zbierasz wsponienia?

Ja zbieram. Mam ich bardzo wiele. Okazała kolekcja zaczynająca się od lat najmłodszych. Od przedszkola. Np. takie, jak chowam sie w sali do leżakowania (którego nienawidziłam), by uniknąć zjedzenia kopytek, (których też nienawidziłam i rosły mi w poliku jak gąbka chłonąca wodę), a tu pani Stasia, której też… nielubiłam, przychodzi po mnie, sprowadza na dół do jadalni i każe dokończyć jeść. Oczywiście były już zimne. Albo jak jestem w przedstawieniu sroką, mam piekny strój i biegam dookoła choinki machając rekami – niby skrzydłami, mówiac swą kwestię: „jestem sroka – bystrooka”

Mam też te póżniejsze wspomnienia, z młodszych lat szkolnych, jak np, to, gdy odbijam wskazujacy palec w poduszeczce nasączonej zielonym tuszem, w dzień ślubowania, zamiast składania podpisu poświadczającego odebranie legitymacji szkolnej. I kiedy potem ustawiam się do zdjecia, które oczywiście mam do dziś, prezentując się pięknie w stroju biało – granatowym i wielkiej kokardzie w czerwone groszki zawiązanej pod szyją, którą również przechowuję do dziś, na pamiątkę. Mam też całkiem sporą kolekcję wspomień z późniejszych czasów szkolnych. Np. takie, jak w 5  czy 6 klasie nauczycielka geografii wbija kciuk w obojczyk kolegi, który gadał i niesłuchał jej wykładu o obszarach, na których w Polsce występują surowce naturalne. Oczywiście kolega zwijał sie z bólu, a pani, zwolniwszy jedynie tempo wypowiedzi, opowiadała dalej, nie przeszkadzajac sobie. Albo jak bije mi serce z nerwów o to, czy będę pytana przy tablicy, na środku sali, kiedy 34 pary oczu koleżanek i kolegów zwrócone będą w moją stronę. Pamietam też dobrze przerwy, podczas których zdarzało  mi się kończyć zaczęte w domu zadania domowe. Też nerwy i kołatanie serca…

Fajną szufladką, w któtórej przechowuję inne wspomnienia, są zabawy pod blokiem. Na przykład takie, które oparte były na siedzeniu zimą w igloo wybudowanym przez kolegów z mojego bloku lub latem w domkach z kartonów przyniesionych przez nich z pobliskiego Domu Towarowego, a pochodzących z rozładunku lodówek czy kuchenek gazowych. Takie siedzenie, niczym w czołgu, połączone z jedzeniem landrynek, krórymi nawzajem się częstowaliśmy, połączyło nas na dobre i choć każdy poszedł potemm w swoją stronę, do dziś, spotykając się na ulicy, mówimy sobie „część”, a na pogrzebach trójki, przedwcześnie zmarłych, całą resztą spotykaliśmy się w komplecie.

A inna szufladka z mojej kolekcji? Weźmy na przykład porody. Mam ich wszak trzy poza sobą, nie licząc rodzenia kamieni nerkowych, o których mogłabym zrobić osobny wpis, ale podaruję sobie.  I wam, przede wszystkim!

Wracając do momentu pojawiania się na świecie moich dzieci, również zaoszczędzę wszystkim szczegółów pisząc jedynie, że choć pierwszy miał miejsce 30 lat temu, to z dokładnością co do minuty mogę odtworzyć wszystko, co się działo odkąd poczułam, że „zaczyna się”. Podobnie z drugim i trzecim. Piękne chwile…

Na moich ścianach wiszą liczne fotografie będace namacalnym znakiem moich wspomnień. Podobnie jak zdjęcia umieszczone w licznych albumach, rzecz jasna również poukładane chronologicznie. Tysiące zdjeć, a każde niesie za sobą wspomnienia…

Jaka ja jestem bogata. Takiej kolekcji nie mają najwięksi zbieracze znaczków czy pieniędzy. Chciałabym zachować jak najdłużej dobrą pamięć i móc do końca swych dni korzystać ze zbiorów gromadzonych latami.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *