Bez kategorii

OBŁUDA

Może każdy inaczej rozumie to słowo, które trąci czymś niefajnym, ale jakkolwiek byśmy nie tłumaczyli, to obłuda jest ohydna. I cześć.

Kiedy szef próbuje w białych rękawiczkach pozbyć się pracownika, tłumacząc, że jest redukcja etatów, a za miesiąc przyjmuje kogoś innego, to jest obłudny. Zamiast wezwać delikwenta i powiedzieć wprost: nie jestem zadowolony z pana pracy, daję miesiąc, żeby pan się poprawił a jak nie, to będziemy musieli się rozstać, woli udawać, że niby jest OK tylko takie okoliczności od niego niezależne zaistniały… Albo zamiast odważnie przekazać: muszę zatrudnić żony bratanka i potrzebuję zwolnić miejsce, to gra dobrego. Wiem, głupie to i trudne. Ale nie głupie i nie trudne jest kłamać i być obłudnym?

Mam lekką obsesję na temat szczerości. Dziecięcej, prostej szczerości. Wracam w swoich rozmyślaniach do niej i choć  wiem, że przez nią straciłam kontakt z kilkoma osobami, to trudno. Czy dla pozornie poprawnych stosunków warto by było żyć w obłudzie? Ja nie chcę. Mogę czegoś nie powiedzieć, ale kłamać i przymilać się –  nie będę.

Niedawno uczestniczyłam w dziwnej sytuacji. Koleżanka w pracy czuła się pewnie. Nie chodziła co chwilę pytać szefa, czy przedłuży jej umowę bo myślała, że skoro on nie sugeruje iż umowy nie przedłuży, to po co zawracać mu głowę? Jakież było jej  zdziwienie, kiedy ode mnie dowiedziała się, że nie pracuje od nowego roku. Wszyscy wiedzieli, tylko nie zainteresowana. Poczułam się okropnie, ale byłam pewna, że to ona zrezygnowała sama, bo tak zostało to wszystkim przedstawione. Poszła szybko sprawę wyjaśniać i usłyszała, że… skoro nie złożyła podania, to pracę dostał ktoś inny. A podania nie złożyła, bo już na poprzednie została przyjęta na czas określony i czasem ustnie dopytywała, czy może liczyć na kontynuację dając jasny sygnał, że jest zainteresowana dalszą współpracą i    umową na stałe.

Cały paradoks i niesmak zarazem, tej sprawy, polega na tym, że koleżanka jest niepełnosprawna ruchowo. Szukanie nowej pracy w jej stanie, to niemały problem. Ale cóż… Grunt to dobre samopoczucie obłudnego szefa, który zatrudnił nieradzącą sobie na tym stanowisku swoją znajomą.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *