• Blog

    WIOSNA, WIOSENKA

    Czasami zdarza mi się życzyć komuś „wiosny w sercu”.  A potem przychodzi refleksja, czy aby odbiorca rozumie te życzenia tak, jak ja w chwili gdy je wypowiadam? Bo cóż właściwie one znaczą?

    Można pomyśleć, że może życzę zakochania? Albo radości, jaką się da odczuć kiedy pierwsze promyki słońca padają na nasze policzki? Lub spokoju, który czujemy patrząc na zieleń, kwiaty, motyle, które po zimowej przerwie znowu umilają nam życie?

    Tak naprawdę mam na myśli to wszystko. I miłość i radość i spokój. Adresaci moich życzeń niech wybierają. Jedno jest pewne: życzę jak najlepiej.

    Wiosna budzi się do życia na naszych oczach. Nie skłamię chyba jeśli powiem, że nawet największego ponuraka może zmienić. Choć na chwilę. Taką króciótką, choćby…

    Trudno mi bowiem uwierzyć, że wiosenny spacer, zaczerpnięcie świeżego, ciepłego powietrza, widok zieleniących się krzewów, błękitnego nieba i tego wszystkiego, co funduje nam przyroda, nie robi na wszystkich wrażenia.

    Wierzę, że ludzie są dobrzy. Czasami tylko ktoś ich skrzywdzi i próbują odegrać się na innych. Niedawno jeden nastolatek powiedział mi, że odkąd słucha rapu, inaczej patrzy na życie. I dodał szybko, że wie, iż tam często przeklinają, dlatego wielu dorosłych nie słucha takiej muzyki, ale raperzy tak włąśnie wyrażają swoją złość na to, że coś jest złe. Zresztą, któż nie przeklina? – dodał.

    I uwierzyłam mu. Choć sama rapu nie słucham, to wiem, ile zła musiało się wydarzyć, by ktoś zaczął widzieć sens życia. A wiosna pomaga w tym, by coś zmienić. Na lepsze!

    Życzę zatem wszystkim wiosny w sercu:)

  • Blog

    DLA KOGO SĄ PRZEPISY?

    Wiele razy zdarzyło mi się jadąc tramwajem czy autobusem komunikacji miejskiej widzieć, jak kontrolerzy sprawdzają bilety. Podróżując pociągiem, właściwie zawsze mam sprawdzany bilet. W swoim życiu 3 razy zapłaciłam jako kierowca mandat za przekroczenie prędkości – najwięcej o 20 km, przy czym nie jechałam jak szalona, po prostu ograniczenie do 50 km/h wydawało mi się absurdem. Ale nie mam pretensji o nic i do nikogo. To, że są przepisy a ludzie lubią je łamać, jest powszwechne tak jak to, że nie tylko do próśb ograniczają się ustawodawcy. Wysyłają kontroilerów, by sprawdzali czy prawo jest respektowane i wystawiają mandaty dla tych, którzy nie stosują się do zaleceń.

    Z szeroko otwartymi oczami patrzę na to, co obecnie dzieje się wokoło. Czas ogłoszonej pandemii nie pozwala ludziom na życie wg. własnego „widzimisię”. Są ograniczenia liczby ludzi skupiających się w danym miejscu, nakazy zachowania odległości, ograniczenia swobody. Wszyscy musimy zakładać maseczki, a jednak…

    Przechodząc koło kościoła widzę, że stoi tam człowiek na człowieku. Gnieżdżą się przekraczając wymaganą ograniczeniem liczbę i nikt  nic sobie z tego nie robi. Widzę księdza zbierającego na tacę bez maseczki, słyszę i czytam komentarze w internecie, gdzie osoby, które poprosiły o interwencje w sprawie łamania przepisów, nazywane sią „kapusiami”.

    Wniosek nasuwa się jeden: można łamać prawo, bo nie jest dla wszystkich jednakowe. Potrzeby duchowe, okazuje się, że są ważniejsze od potrzeb kulturalno -oświatowych, wszak szkoły i przedszkola, kina i teatry, są pozamykane. A kościoły – nie. I zaraz słychać, że gdy głośno się o tym mówi, to jest to atak antychrystów i że słowa niezadowolenia pokazują, jak wielka jest zgnilizna i chęć zniszczenia kościoła.

    Moim zdaniem kościół niszczą głupi księża.

    Liczę na oczyszczenie i odbudowanie wspólnoty wiernych przez mądrych i odpowiedzialnych chrześcijan.

    Radosego Alleluja!

  • Blog

    POKORA

    To słowo kojarzy mi się z postawą dorosłego człowieka, który może by i chciał zorobić coś po swojemu, ale wie, że inni oczekują by było inaczej. Tak w skrócie i obrazowo mogę przedstawić moje spojrzenie na POKORĘ. Mówi się, że znosimy coś z pokorą (zaciskając zęby, że jest inaczej niż byśmy chcieli) lub że pokornie przyjęliśmy uwagę (nie kłócąc się i nie broniąc swojego stanowiska).

    Wszystko to wymaga postawy otwartej, skromnej, nieegoistycznej. Znam kilka osób, o których mogę powiedzieć, że są (lub były, bo niektóre już nie żyją) pokorne. Znam też egoistów, których mogę przeciwstawić tym pierwszym. Choćby księdza, któremu oczy tak bardzo świecą się, gdy widzi pieniądze, że nawet na propozycję zorganizowania pikniku czy imprezy charytatywnej denerwuje się i proponuje po prostu stanąć z puszką i zebrać datki. Nic w zamian. A kiedy pojawiają się głosy, że może choćby ciasto upiec i częstować darczyńców, mówi zdenerwowany:

    – pokory trochę!

    Chyba różnie pojmujemy to słowo.

    Bywało, że w moim towarzystwie upominano kogoś. Rożnie ludzie reagują w takich momentach. Jedni są jak lwy, które oczy by chętnie wydrapały tym, którzy odważyli się na słowa krytyki względem nich. Drudzy, właśnie pokornie, przyjmują każde słowo. Inna sprawa, czy po przemyśleniach wracają do tematu i podejmują dyskusję, czy machają ręką dla świętego spokoju.

    Jednym słowem pokornym się jest, albo i nie. Która postawa jest lepsza?

    To już zależe od tego, dla której ze stron. Zawsze można posłać innych, by żebrali z puszką, odwołując się do… pokornej postawy.

  • Blog

    JAK KOT

    Kiedy patrzę na mojego kota, to myślę „jak on ma fajnie w życiu”. Wstanie… przeciągnie się… podejdzie pod miskę i zje świeżą karmę… przejjdzie do okna i kładąc się na poduszce leżącej na parapecie, popatrzy na świat. Potem zeskoczy z parapetu i uda się na balkon. Mistrzowsko zabezpieczony siatką (raz zeskoczył z pierwszego piętra i przeżył niemały szok), stanowi jego ulubione miejsce do wygrzewania się w ciepłe dni. A w chłodniejsze? No jak to?!? Ma przecież kartonowy domek z podusią w środku, więc też może sobie leżeć na świeżym powietrzu. Na balkonie ma  też drugą kuwetę, więc nie musi wracać do mieszkania w razie potrzeby.

    Spanko, spanko, przeciąganko… A potem zabawa z domownikami. Najlepsza, to łowienie myszki zawieszonej na wędce. No i pyszne przysmaczki za udane łowy 🙂

    Wygłaskany, wypieszczony, zadbany, najedzony, wybawiony, kochany i kochający…

    Któż by nie chciał być, jak kot?

  • Blog

    KOBIECY DZIEŃ

    Jak zawsze, rano wstaję i biegnę o bułki. No, może nie zawsze, bo przecież w niedzielne poranki nie biegam. Potem szybkie sprawdzenie, czy aby dobrze pamiętam, że została zupa z poprzedniego dnia, bo jak nie, to nastawiam nową, by za półtorej godziny biec na busa, który zawiezie mnie do pracy.

    – Powoli! – słyszę zazwyczaj od mijanych sąsiadów

    – Tak, wiem, tylko nie chcę się spóźnić – odpowiadam

    W pracy zdarza mi się myśleć o tym, czy zgasiłam gaz pod zupą i już obmyślam, co zrobię na drugie danie. No, chyba że ugotowałam coś dzień wcześniej, więc mam trochę lżejszą głowę w tym zakresie.

    Po południu „lecę po zakupy” zastanawiając się, czy nie było na dzisiaj jakiegoś terminu, który przeoczyłam. Jakiś dentysta, okulista, ortodonta, czy inny lekarz mój lub któregoś z domowników. Sprawdzam więc nerwowo po powrocie, by uspokoić się, że nie zawaliłam.

    Sterta ubrań do prasowania spędza mi sen z powiek. Nie! Nie mogę dłużej na nią patrzeć. Zaczynam więc prasować i przy okazji słucham radia, bo przecież chcę wiedzieć, co słychać w świecie. Robi się późno, wiec kolację czas przygotować. Czy inni rąk nie mają? Mają, mają, tylko albo zadania są do odrobienia, albo jakiś remoncik, porzadki, sprzątanie… Więc robię kanapki od razu dla wszystkich, bo miło będzie zjeść wspólnie.

    Po kolacji czas na rozmowę, pogranie w grę planszową, przegadanie bieżących spraw lub trudne rodzinne rozmowy. Uff, późno się robi. Czas na kąpiel i wymarzony odpoczynek. Przecież rano muszę pobiec po  bułki…

    Czy jestem niezorganizowaną narzekaczką? Albo znerwicowaną panią domu? A może po prostu lubię, by moi bliscy mieli wszystko świeże, czyste, smaczne? Pewnie przez ten rytm brakuje czasu na własne przyjemności, ale czy naprawdę trudno zrozumieć, że ktoś spełnia się i  czerpie radość z służenia innym? Przecież jestem dorosła i nikt mi nie każe robić tego wszystkiego. To mój wybór. Świadomy. I nie żałuję niczego!

  • Blog

    KIEDY WIESZ, ŻE MASZ RACJĘ

    Kto nie był w takiej sytucji, kiedy inni wmawiali mu coś, z czym nie miał nic wspólnego, ten nie wie co to znaczy być wściekłym i bezradnym jednocześnie.  Przysłowiowe udowadnianie, że się nie jest wielbłądem, jest nie tylko poniżające i bezradne, ale zarazem frustrujące.

    Czy ludzie mają w ogóle świadomość, czym jest słowo? Czy często zastanawiają się, że może stać się rodzajem broni, która zabija?

    Ostatnio słyszałam opowieść o nauczycielce, która nie miała cierpliwości do dzieci. Stosowała w przedszkolu kary typu: ty byłeś niegrzeczny to teraz, kiedy inni będą jeść, tylko napijesz się i nie będziesz z nami jadł…

    Kobieta krzyczała na dzieci, nie radziła sobie z dyscypliną, nie wychodziła na spacery, bo „przecież w zimie przemoczą ortaliony i gdzie będziemy to suszyli”…

    Pamiętam, jak ja chodziłam do przedszkola, to wychodziliśmy w zimie na spacery i potem suszyliśmy wszystko przy piecu… Siedzieliśmy w samych rajstopach, piliśmy herbatę i było fajnie, a pani rozmawiała z nami albo czytała wiersze Brzechwy miłym głosem. Pamiętam też, że jak grupa hałasowała,  pani ściszała głos i opowiadała coś ciekawego, aż wszyscy uciszali się, by dosłyszeć. Nikt nie był karany niejedzeniem.

    Ale owa „zła” przedszkolanka, po zwróceniu uwagi przez jednego z rodziców dziecka, które najnormalniej w świecie buntowało się przed chodzeniem do przedszkola, zrobiła zebranie.

    –  tak? nie podoba się? ja nie mam sobie nic do zarzucenia – wykrzykiwała.

    I dalej było o tym, że dzieci są nieznośne, że jak ktoś ma odwagę iść do Dyrektora na skargę, to teraz nich się ujawni.

    Skoro tak zachowała się względem rodziców, to cóż się działo z dziećmi?

    Słowa.. słowa.. tylko/aż słowa.

    A najmłodsi uczą się. Że można ukarać kogoś głodzeniem, że krzyk jest sposobem pokazywania przewagi, że wygodnitctwo jest ważniejsze, niż dobro innych. I wzrastają w takim przekonaniu. Nie minie kilka lat, no…

    kilkadziesiąt, jak wyrosną na nauczycielki, polityków, osoby decyzyjne…

    No i muszą udowadniać, że nie są wielbłądami. Bo poskarżyły się w domu słusznie, że pani krzyczała, jeść nie pozwoliła, ukarała bezpodstawnie.

    Strach się bać!

  • Blog

    HIPOKRYZJA

    Kiedy człowiek krytykuje to, co sam robi, udając na dodatek, że tego nie robi, jest to hipokryzja. Bo kiedy krytykuje coś, co sam robi, ale żałuje, że to robi, to są to wyrzuty sumienia czy brzydzenie się samym sobą. Tak zdefiniowałabym hipokryzję, z którą często się spotykam, o zgrozo, wśród osób, których stanowisko wzbudzać powinno szacunek.

    Konkrety? Bardzo proszę.

    Kiedy dyrektor katolickiej szkoły, który miną, słowem i całym swym zachowaniem pokazywał jak bardzo gardzi uczniem, a dokładniej młodym człowiekiem przeżywającym bunt na odkrywaną rzeczywistość, poniżając go, obmawiając i skłaniając innych na donoszenie na niego, po jakimś czasie wygłasza w homilii patatyczne słowa, jak to należy sie pochylać nad każdym – szczególnie tym zagubionym, przeżywającym kryzys… Jest to HIPOKRYZJA. Albo kiedy podchodzi do niego chory człowiek i składa życzenia świąteczne, a on w odpowiedzi mówi „nawzajem”, nie pytając o zdrowie, nie okazując wsparcia, nie przejawiając ludzkiego odruchu i na koniec zakazuje odwiedzin kierowanej przez siebie placówki, to jest to również HIPOKRYZJA. Kiedy mówi zrozpaczonym rodzicom, że chciałby pomóc, a chwilę później proponuje taką formę pomocy, że… może by wzięli dziecko do innej szkoły, bo skoro jest chore i trzeba wyłożyć pieniądze na nauczanie indywidualne, to niech zrobi to inny dyrektor z innej szkoły. Jest to również HIPOKRYZJA.

    Z obmową i oszczerstwami spotykam się często. Sama lubię poplotkować. Przyznaję. Jak widzę np., że proboszcz zmienił samochód pomimo, że nie było w tym roku kolędy i mówię o tym głośno, bo po ludzku dziwię się skąd wziął kasę, skoro nawet w szkole nie pracuje… Ale czy robię mu tym krzywdę? Czy moje zastanawianie się jest oparte na nieprawdziwym stwierdzeniu? Hipokryzją jest, wiedząc jakie sią fakty, podawać innym nieprawdę na temat drugiego człowieka. By poniżyć, by się wybielić, by zakłamać na swoją korzyść.

    Otoczona ważnymi i „mądrymi” dyrektorami, proboszczami, urzędnikami, widzę zakłamanie w którym tkwią. Brzydzę się nim i pytam: po co to wam? Naprawdę myślicie, że ludzie nie mają swych oczu i nie widzą tego, a fakt że głośno nie mówią sprawia, że tego nie ma? Naprawdę jesteście aż tak głupi?

    Dokąd prowadzisz, hipokryzjo?

     

  • Blog

    DOROSŁY WIELE STRACIŁ TYM, ŻE SAM ZPOMNIAŁ, JAK DZIECKIEM BYŁ

    Spotkałam kiedyś chłopca w śnie.

    Miał lat niewiele, może mniej.

    I spytał mnie, nie kłamię, nie,

    czy bym nie mogła pomóc mu,

    bo jest mu źle… tak bardzo źle.

    A ja odpowiedziałam:

    – nie!

    Bo coż i jak ja zrobić mam,

    by dziecku łatwiej było żyć?

    Uśmiechać się, nie stroić min…

    Niby to łatwe, a jednak,

    – nie!

    Dorosły wiele stracił tym, 

    że sam zapomniał, jak dzieckiem był.

  • Blog

    JAK BĘDZIE POGODA

    Niekiedy na pytanie o to, czy coś ktoś zrobi, w odpowiedzi pada:

    – jak będzie pogoda.

    W sumie pogoda jest zawsze. Raz lepsza (dla jednych), raz gorsza. Wszystko zależy od upodobań. Ja akurat uwielbiam upalne dni i gorące słońce, ale znam takich, którzy marzą, by przez cały rok była wczesna wiosna albo wolą jesienną aurę. Kwestia samopoczucia, zdrowotnych uwarunkować i jeszcze kilku wskaźników. Jakby nie patrzeć, pogoda jest zawsze, a wspomniana odpowiedź jest po prostu skrótem myślowym.

    Z tymi skrótami bywa różnie. Jedni odbierają je zgodnie z intencją nadawcy, drudzy interpretują po swojemu. Ileż to niedomówień było i jest powodem nieporozumienia między ludźmi? Nie wiem dokładnie, ale jest to na pewno ogromna liczba. Odkąd w komunikacji wykorzystywany jest obraz, jak choćby emotikonki w wiadomościach pisanych, to liczba ta z pewnością wzrosła. No bo zpewne nie jeden raz zdarzło się, że ktoś dał na koniec uśmiechniętą buźkę, a odbiorca odebrał to jako prześmiewczy lub ironiczny akcent.

    Fajnie, jakby ludzie potrafili odbierać właściwie intencje innych. Kiedy słyszą „przepraszam”, by potrafili przyjąć, że ktoś przyznaje się do błędu czy pomyłki, a nie komentowali po swojemu, że np. przeprosił bo coś chce załatwić. Podobnie gesty, krótkie słowa czy nie wprost wyrażone zdanie. Bo o ile z tym, że jak będzie pogoda to coś tam… coś tam…, można się domyślić, że chodzi o pogodę sprzyjającą danej czynności czy wydarzeniu, o tyle w przypadku innych niedomówień pozostaje płąszczyzna na domyślanie się, które może prowadzić do nieporozumień.

     

     

  • Blog

    KIEDY NIE WIESZ, CO POWIEDZIEĆ

    Czy zdarzyło się Wam kiedyś znaleźć w takiej sytuacji, że nie wiedzieliście, co powiedzieć? Mi tak. Nie w związku z toczącą się dyskusją, bo w takich sytuacjach, to co najwyżej brakuje argumentów, albo w zdenerwowaniu, kiedy słowa uciekają z pamięci. Mam na myśli sytuacje, kiedy dowiaduję się o czyjejś chorobie lub śmierci. I nie wiem, co powiedzieć.

    Samo „przykro mi”, wydaje się nietrafne. Bo przykro mi jest, kiedy komuś chomik odejdzie, albo kot ucieknie. Również wtedy jest mi przykro, gdy coś się komuś nie uda, nie pójdzie po jego myśli. Gdy słyszę o zdradzie małżeńskiej, rozwodzie, niepomyślnie zdanym egzaminie, to również jest mi przykro. Natomiast to, co czuję w chwilach, gdy dowiaduję się, że zmarł ktoś bliski moim znajomym, jest trudne do opisania i nigdy nie wiem, co powiedzieć. Szczególnie, gdy umiera komuś dziecko.

    Przecież nie powiem koleżance nic w stylu „wiesz, przykro mi”. Tylko co mogę powiedzieć?

    Intuicja podpowiada, że bardziej coś w stylu, by była silna, trzymała się, ale przecież to w sumie głupia rada. Silnym się jest lub nie i to nie dlatego, że chce się (czy nie chce) ale dlatego, że takim się jest. Tu nie ma podziału na bycie gorszym czy lepszym. Tu jest kwestia odporności psychicznej. I nikt, żaden człowiek, nie wie jak zachowa się w takiej czy innej sytuacji, dopóki się w niej nie znajdzie.

    Ileż to razy słyszałam pogardliwe stwierdzenia, że „niektóre Polki szły do łóżka z hitlerowcami”. Nie podejmuję takich rozmów. Nie wiem, co sama bym zrobiła, by ratować swoje dziecko. Albo oceny ludzkich dramatów: ktoś odebrał sobie życie, „a przecież miał wszystko”. Tylko co miał? Może miał pieniądze, wykształcenie, dobry samochód… a nie miał np. miłości? Widział bezsens swojego, ocenianego przez innych jako „dobre”, życia? Też w takie rozmowy nie wchodzę.

    Co mówić, kiedy bliscy przeżywają dramaty? Czy w tym przypadku zastosować złotą myśl, że „milczenie jest złotem”? I tylko być obok, czekać, zaoferować wsparcie, o jakie ktoś poprosi?

    Pamietam, że kiedy zmarł mój tato, na drugi dzień znajoma mojej mamy przyniosła nam gołąbki. Uwielbiam gołąbki, to fakt, ale nie o to chodzi czy je lubię, czy nie. Kiedy odchodzi ktoś bliski, nie ma czasu na myślenie o sprawach codziennych, bo głowa zajęta jest sprawą ważniejszą. A tu ktoś pomyślał, że w nawale całego załatwiania i organizowania spraw związanych z pochówkiem, trzeba jeszcze zjeść, najlepiej coś ciepłego i pożywnego. Te gołąbki w pomidorowym sosie będę pamiętać do końca życia.

    A słowa? Słów nie pamiętam, choć pewnie wiele osób coś mi wtedy mówiło.