• Blog

    POKORA

    To słowo kojarzy mi się z postawą dorosłego człowieka, który może by i chciał zorobić coś po swojemu, ale wie, że inni oczekują by było inaczej. Tak w skrócie i obrazowo mogę przedstawić moje spojrzenie na POKORĘ. Mówi się, że znosimy coś z pokorą (zaciskając zęby, że jest inaczej niż byśmy chcieli) lub że pokornie przyjęliśmy uwagę (nie kłócąc się i nie broniąc swojego stanowiska).

    Wszystko to wymaga postawy otwartej, skromnej, nieegoistycznej. Znam kilka osób, o których mogę powiedzieć, że są (lub były, bo niektóre już nie żyją) pokorne. Znam też egoistów, których mogę przeciwstawić tym pierwszym. Choćby księdza, któremu oczy tak bardzo świecą się, gdy widzi pieniądze, że nawet na propozycję zorganizowania pikniku czy imprezy charytatywnej denerwuje się i proponuje po prostu stanąć z puszką i zebrać datki. Nic w zamian. A kiedy pojawiają się głosy, że może choćby ciasto upiec i częstować darczyńców, mówi zdenerwowany:

    – pokory trochę!

    Chyba różnie pojmujemy to słowo.

    Bywało, że w moim towarzystwie upominano kogoś. Rożnie ludzie reagują w takich momentach. Jedni są jak lwy, które oczy by chętnie wydrapały tym, którzy odważyli się na słowa krytyki względem nich. Drudzy, właśnie pokornie, przyjmują każde słowo. Inna sprawa, czy po przemyśleniach wracają do tematu i podejmują dyskusję, czy machają ręką dla świętego spokoju.

    Jednym słowem pokornym się jest, albo i nie. Która postawa jest lepsza?

    To już zależe od tego, dla której ze stron. Zawsze można posłać innych, by żebrali z puszką, odwołując się do… pokornej postawy.

  • Blog

    JAK KOT

    Kiedy patrzę na mojego kota, to myślę „jak on ma fajnie w życiu”. Wstanie… przeciągnie się… podejdzie pod miskę i zje świeżą karmę… przejjdzie do okna i kładąc się na poduszce leżącej na parapecie, popatrzy na świat. Potem zeskoczy z parapetu i uda się na balkon. Mistrzowsko zabezpieczony siatką (raz zeskoczył z pierwszego piętra i przeżył niemały szok), stanowi jego ulubione miejsce do wygrzewania się w ciepłe dni. A w chłodniejsze? No jak to?!? Ma przecież kartonowy domek z podusią w środku, więc też może sobie leżeć na świeżym powietrzu. Na balkonie ma  też drugą kuwetę, więc nie musi wracać do mieszkania w razie potrzeby.

    Spanko, spanko, przeciąganko… A potem zabawa z domownikami. Najlepsza, to łowienie myszki zawieszonej na wędce. No i pyszne przysmaczki za udane łowy 🙂

    Wygłaskany, wypieszczony, zadbany, najedzony, wybawiony, kochany i kochający…

    Któż by nie chciał być, jak kot?

  • Blog

    KOBIECY DZIEŃ

    Jak zawsze, rano wstaję i biegnę o bułki. No, może nie zawsze, bo przecież w niedzielne poranki nie biegam. Potem szybkie sprawdzenie, czy aby dobrze pamiętam, że została zupa z poprzedniego dnia, bo jak nie, to nastawiam nową, by za półtorej godziny biec na busa, który zawiezie mnie do pracy.

    – Powoli! – słyszę zazwyczaj od mijanych sąsiadów

    – Tak, wiem, tylko nie chcę się spóźnić – odpowiadam

    W pracy zdarza mi się myśleć o tym, czy zgasiłam gaz pod zupą i już obmyślam, co zrobię na drugie danie. No, chyba że ugotowałam coś dzień wcześniej, więc mam trochę lżejszą głowę w tym zakresie.

    Po południu „lecę po zakupy” zastanawiając się, czy nie było na dzisiaj jakiegoś terminu, który przeoczyłam. Jakiś dentysta, okulista, ortodonta, czy inny lekarz mój lub któregoś z domowników. Sprawdzam więc nerwowo po powrocie, by uspokoić się, że nie zawaliłam.

    Sterta ubrań do prasowania spędza mi sen z powiek. Nie! Nie mogę dłużej na nią patrzeć. Zaczynam więc prasować i przy okazji słucham radia, bo przecież chcę wiedzieć, co słychać w świecie. Robi się późno, wiec kolację czas przygotować. Czy inni rąk nie mają? Mają, mają, tylko albo zadania są do odrobienia, albo jakiś remoncik, porzadki, sprzątanie… Więc robię kanapki od razu dla wszystkich, bo miło będzie zjeść wspólnie.

    Po kolacji czas na rozmowę, pogranie w grę planszową, przegadanie bieżących spraw lub trudne rodzinne rozmowy. Uff, późno się robi. Czas na kąpiel i wymarzony odpoczynek. Przecież rano muszę pobiec po  bułki…

    Czy jestem niezorganizowaną narzekaczką? Albo znerwicowaną panią domu? A może po prostu lubię, by moi bliscy mieli wszystko świeże, czyste, smaczne? Pewnie przez ten rytm brakuje czasu na własne przyjemności, ale czy naprawdę trudno zrozumieć, że ktoś spełnia się i  czerpie radość z służenia innym? Przecież jestem dorosła i nikt mi nie każe robić tego wszystkiego. To mój wybór. Świadomy. I nie żałuję niczego!

  • Blog

    KIEDY WIESZ, ŻE MASZ RACJĘ

    Kto nie był w takiej sytucji, kiedy inni wmawiali mu coś, z czym nie miał nic wspólnego, ten nie wie co to znaczy być wściekłym i bezradnym jednocześnie.  Przysłowiowe udowadnianie, że się nie jest wielbłądem, jest nie tylko poniżające i bezradne, ale zarazem frustrujące.

    Czy ludzie mają w ogóle świadomość, czym jest słowo? Czy często zastanawiają się, że może stać się rodzajem broni, która zabija?

    Ostatnio słyszałam opowieść o nauczycielce, która nie miała cierpliwości do dzieci. Stosowała w przedszkolu kary typu: ty byłeś niegrzeczny to teraz, kiedy inni będą jeść, tylko napijesz się i nie będziesz z nami jadł…

    Kobieta krzyczała na dzieci, nie radziła sobie z dyscypliną, nie wychodziła na spacery, bo „przecież w zimie przemoczą ortaliony i gdzie będziemy to suszyli”…

    Pamiętam, jak ja chodziłam do przedszkola, to wychodziliśmy w zimie na spacery i potem suszyliśmy wszystko przy piecu… Siedzieliśmy w samych rajstopach, piliśmy herbatę i było fajnie, a pani rozmawiała z nami albo czytała wiersze Brzechwy miłym głosem. Pamiętam też, że jak grupa hałasowała,  pani ściszała głos i opowiadała coś ciekawego, aż wszyscy uciszali się, by dosłyszeć. Nikt nie był karany niejedzeniem.

    Ale owa „zła” przedszkolanka, po zwróceniu uwagi przez jednego z rodziców dziecka, które najnormalniej w świecie buntowało się przed chodzeniem do przedszkola, zrobiła zebranie.

    –  tak? nie podoba się? ja nie mam sobie nic do zarzucenia – wykrzykiwała.

    I dalej było o tym, że dzieci są nieznośne, że jak ktoś ma odwagę iść do Dyrektora na skargę, to teraz nich się ujawni.

    Skoro tak zachowała się względem rodziców, to cóż się działo z dziećmi?

    Słowa.. słowa.. tylko/aż słowa.

    A najmłodsi uczą się. Że można ukarać kogoś głodzeniem, że krzyk jest sposobem pokazywania przewagi, że wygodnitctwo jest ważniejsze, niż dobro innych. I wzrastają w takim przekonaniu. Nie minie kilka lat, no…

    kilkadziesiąt, jak wyrosną na nauczycielki, polityków, osoby decyzyjne…

    No i muszą udowadniać, że nie są wielbłądami. Bo poskarżyły się w domu słusznie, że pani krzyczała, jeść nie pozwoliła, ukarała bezpodstawnie.

    Strach się bać!

  • Blog

    HIPOKRYZJA

    Kiedy człowiek krytykuje to, co sam robi, udając na dodatek, że tego nie robi, jest to hipokryzja. Bo kiedy krytykuje coś, co sam robi, ale żałuje, że to robi, to są to wyrzuty sumienia czy brzydzenie się samym sobą. Tak zdefiniowałabym hipokryzję, z którą często się spotykam, o zgrozo, wśród osób, których stanowisko wzbudzać powinno szacunek.

    Konkrety? Bardzo proszę.

    Kiedy dyrektor katolickiej szkoły, który miną, słowem i całym swym zachowaniem pokazywał jak bardzo gardzi uczniem, a dokładniej młodym człowiekiem przeżywającym bunt na odkrywaną rzeczywistość, poniżając go, obmawiając i skłaniając innych na donoszenie na niego, po jakimś czasie wygłasza w homilii patatyczne słowa, jak to należy sie pochylać nad każdym – szczególnie tym zagubionym, przeżywającym kryzys… Jest to HIPOKRYZJA. Albo kiedy podchodzi do niego chory człowiek i składa życzenia świąteczne, a on w odpowiedzi mówi „nawzajem”, nie pytając o zdrowie, nie okazując wsparcia, nie przejawiając ludzkiego odruchu i na koniec zakazuje odwiedzin kierowanej przez siebie placówki, to jest to również HIPOKRYZJA. Kiedy mówi zrozpaczonym rodzicom, że chciałby pomóc, a chwilę później proponuje taką formę pomocy, że… może by wzięli dziecko do innej szkoły, bo skoro jest chore i trzeba wyłożyć pieniądze na nauczanie indywidualne, to niech zrobi to inny dyrektor z innej szkoły. Jest to również HIPOKRYZJA.

    Z obmową i oszczerstwami spotykam się często. Sama lubię poplotkować. Przyznaję. Jak widzę np., że proboszcz zmienił samochód pomimo, że nie było w tym roku kolędy i mówię o tym głośno, bo po ludzku dziwię się skąd wziął kasę, skoro nawet w szkole nie pracuje… Ale czy robię mu tym krzywdę? Czy moje zastanawianie się jest oparte na nieprawdziwym stwierdzeniu? Hipokryzją jest, wiedząc jakie sią fakty, podawać innym nieprawdę na temat drugiego człowieka. By poniżyć, by się wybielić, by zakłamać na swoją korzyść.

    Otoczona ważnymi i „mądrymi” dyrektorami, proboszczami, urzędnikami, widzę zakłamanie w którym tkwią. Brzydzę się nim i pytam: po co to wam? Naprawdę myślicie, że ludzie nie mają swych oczu i nie widzą tego, a fakt że głośno nie mówią sprawia, że tego nie ma? Naprawdę jesteście aż tak głupi?

    Dokąd prowadzisz, hipokryzjo?

     

  • Blog

    DOROSŁY WIELE STRACIŁ TYM, ŻE SAM ZPOMNIAŁ, JAK DZIECKIEM BYŁ

    Spotkałam kiedyś chłopca w śnie.

    Miał lat niewiele, może mniej.

    I spytał mnie, nie kłamię, nie,

    czy bym nie mogła pomóc mu,

    bo jest mu źle… tak bardzo źle.

    A ja odpowiedziałam:

    – nie!

    Bo coż i jak ja zrobić mam,

    by dziecku łatwiej było żyć?

    Uśmiechać się, nie stroić min…

    Niby to łatwe, a jednak,

    – nie!

    Dorosły wiele stracił tym, 

    że sam zapomniał, jak dzieckiem był.

  • Blog

    JAK BĘDZIE POGODA

    Niekiedy na pytanie o to, czy coś ktoś zrobi, w odpowiedzi pada:

    – jak będzie pogoda.

    W sumie pogoda jest zawsze. Raz lepsza (dla jednych), raz gorsza. Wszystko zależy od upodobań. Ja akurat uwielbiam upalne dni i gorące słońce, ale znam takich, którzy marzą, by przez cały rok była wczesna wiosna albo wolą jesienną aurę. Kwestia samopoczucia, zdrowotnych uwarunkować i jeszcze kilku wskaźników. Jakby nie patrzeć, pogoda jest zawsze, a wspomniana odpowiedź jest po prostu skrótem myślowym.

    Z tymi skrótami bywa różnie. Jedni odbierają je zgodnie z intencją nadawcy, drudzy interpretują po swojemu. Ileż to niedomówień było i jest powodem nieporozumienia między ludźmi? Nie wiem dokładnie, ale jest to na pewno ogromna liczba. Odkąd w komunikacji wykorzystywany jest obraz, jak choćby emotikonki w wiadomościach pisanych, to liczba ta z pewnością wzrosła. No bo zpewne nie jeden raz zdarzło się, że ktoś dał na koniec uśmiechniętą buźkę, a odbiorca odebrał to jako prześmiewczy lub ironiczny akcent.

    Fajnie, jakby ludzie potrafili odbierać właściwie intencje innych. Kiedy słyszą „przepraszam”, by potrafili przyjąć, że ktoś przyznaje się do błędu czy pomyłki, a nie komentowali po swojemu, że np. przeprosił bo coś chce załatwić. Podobnie gesty, krótkie słowa czy nie wprost wyrażone zdanie. Bo o ile z tym, że jak będzie pogoda to coś tam… coś tam…, można się domyślić, że chodzi o pogodę sprzyjającą danej czynności czy wydarzeniu, o tyle w przypadku innych niedomówień pozostaje płąszczyzna na domyślanie się, które może prowadzić do nieporozumień.

     

     

  • Blog

    KIEDY NIE WIESZ, CO POWIEDZIEĆ

    Czy zdarzyło się Wam kiedyś znaleźć w takiej sytuacji, że nie wiedzieliście, co powiedzieć? Mi tak. Nie w związku z toczącą się dyskusją, bo w takich sytuacjach, to co najwyżej brakuje argumentów, albo w zdenerwowaniu, kiedy słowa uciekają z pamięci. Mam na myśli sytuacje, kiedy dowiaduję się o czyjejś chorobie lub śmierci. I nie wiem, co powiedzieć.

    Samo „przykro mi”, wydaje się nietrafne. Bo przykro mi jest, kiedy komuś chomik odejdzie, albo kot ucieknie. Również wtedy jest mi przykro, gdy coś się komuś nie uda, nie pójdzie po jego myśli. Gdy słyszę o zdradzie małżeńskiej, rozwodzie, niepomyślnie zdanym egzaminie, to również jest mi przykro. Natomiast to, co czuję w chwilach, gdy dowiaduję się, że zmarł ktoś bliski moim znajomym, jest trudne do opisania i nigdy nie wiem, co powiedzieć. Szczególnie, gdy umiera komuś dziecko.

    Przecież nie powiem koleżance nic w stylu „wiesz, przykro mi”. Tylko co mogę powiedzieć?

    Intuicja podpowiada, że bardziej coś w stylu, by była silna, trzymała się, ale przecież to w sumie głupia rada. Silnym się jest lub nie i to nie dlatego, że chce się (czy nie chce) ale dlatego, że takim się jest. Tu nie ma podziału na bycie gorszym czy lepszym. Tu jest kwestia odporności psychicznej. I nikt, żaden człowiek, nie wie jak zachowa się w takiej czy innej sytuacji, dopóki się w niej nie znajdzie.

    Ileż to razy słyszałam pogardliwe stwierdzenia, że „niektóre Polki szły do łóżka z hitlerowcami”. Nie podejmuję takich rozmów. Nie wiem, co sama bym zrobiła, by ratować swoje dziecko. Albo oceny ludzkich dramatów: ktoś odebrał sobie życie, „a przecież miał wszystko”. Tylko co miał? Może miał pieniądze, wykształcenie, dobry samochód… a nie miał np. miłości? Widział bezsens swojego, ocenianego przez innych jako „dobre”, życia? Też w takie rozmowy nie wchodzę.

    Co mówić, kiedy bliscy przeżywają dramaty? Czy w tym przypadku zastosować złotą myśl, że „milczenie jest złotem”? I tylko być obok, czekać, zaoferować wsparcie, o jakie ktoś poprosi?

    Pamietam, że kiedy zmarł mój tato, na drugi dzień znajoma mojej mamy przyniosła nam gołąbki. Uwielbiam gołąbki, to fakt, ale nie o to chodzi czy je lubię, czy nie. Kiedy odchodzi ktoś bliski, nie ma czasu na myślenie o sprawach codziennych, bo głowa zajęta jest sprawą ważniejszą. A tu ktoś pomyślał, że w nawale całego załatwiania i organizowania spraw związanych z pochówkiem, trzeba jeszcze zjeść, najlepiej coś ciepłego i pożywnego. Te gołąbki w pomidorowym sosie będę pamiętać do końca życia.

    A słowa? Słów nie pamiętam, choć pewnie wiele osób coś mi wtedy mówiło.

  • Blog

    KOMENTARZE

    Wszyscy jesteśmy narażeni na komentarze. Od najmłodszych lat. Zresztą zaraz po urodzeniu dziecka słychać:

    – jaka/ki śliczna/ny!

    – cudowne ma oczka!

    jeśli oczywiście dzidziuś jest ładny, a komentatorzy szczerzy lub gdy jest inaczej, inne określenia typu:

    – duży/a

    – spokojny/a.

    Jakby nie patrzeć, coś się mówi. No i tym samym, komentując ocenia. Bo przecież duży – mały, ładny – brzydki to pojęcia względne i nieobiektywne.

    Potem w przedszkolu nauczycielki komentują: a to, że „ładnie bawi się z innymi” lub „wygląda na samotnika”, czy też biorą na tapetę samodzielność lub jej brak, dokładność przy wykonywaniu prac, zadowoloną czy naburmuszoną minę (jakby dziecko nie miało prawa do „złego dnia”. Nie czarujmy się, padają wówczas komentarze pod adresem rodziców, no bo przecież dzieci wynoszą wszystko z domów – jak to zazwyczaj oceniają nauczyciele pomijając swoją ważną rolę w wychowaniu obcych dzieci.

    No i szkoła! Tam, to dopiero wszyscy wszystko komentują. Jak siedzi… jak je… jak jest ubrane… co mówi… jak mówi… czy wchodzi w relacje ect.

    I tak aż do pełnoletności, a komentatorów po drodze jest rzesza. Przypadkowi podróżni, znajomi z pracy, rodzina – ta bliższa i dalsza również… No i człowiek słucha na swój temat tyle rozmaitych opinii, że głowa pęka. Szczególnie, gdy dowiaduje się czegoś, czego sam o sobie nie wiedział.

    Oczywiście nie da się tego uniknąć. Fajnie jednak by było, gdyby trafiać na komentatorów stwierdzających ewidentne fakty. No bo jak ktoś chodzi np. do Szkoły Muzycznej i uczy się grać na skrzypcach i to właśnie się  o nim mówi, ani nie boli, ani nie sprawia przykrości. Gorzej, jak ktoś ma np. problemy z cerą i komentatorzy o tym mówią, zgodnie zresztą z tym co da się zauważyć gołym okiem, to mimo prawdy – boli i sprawia przykrość. Najgorzej, jak mówi się coś nieprawdziwego! I na dodatek niefajnego… Że zdradza, pije, mówi o innych to czy tamto, oszukuje Urząd Skarbowy, wyłudza „lewe zwolnienia” itd., itp.

    Ja np. usłyszłam dawno temu, że na ślub cywilny sukienkę  (którą tak naprawdę uszyła mi sąsiadka wg. mojego własnego pomysłu) miałam wypożyczoną z Teatru :), a także, że wyszłam za mąż za kuzyna. Skąd ludzie biorą tematy do tego typu komentarzy, to nie wiem.

     

    Kiedy słyszę, że ktoś popełnił samobójstwo, bo nie mógł poradzić sobie z opiniami na swój temat, to ciarki przechodzą mi po plecach. Staram się wyobrazić sobie człowieka, który musiał udowadniać, że nie jest wielbłądem. Albo nie „musiał”, tylko „chciał”. Bo ktoś o nim coś powiedział czy napisał, poszło w świat, a prostowanie tego przerosło bohatera plotki.

     

     

     

  • Blog

    ŻEBY MÓC COFNĄĆ CZAS

     

     

    – Dlaczego płaczesz?

    – Zmarła bliska mi osoba.

    – Przykro mi. Jeśli mogę pocieszyć dzieląc się doświadczeniem, to powiem, że póki jest to świeże, łzy są normalne ale zobaczysz, potem będzie łątwiej, bo czas naprawdę leczy rany!

    – Zmarła kilkdziesiąt lat temu,

    – ???

    – Przez cały ten czas nie potrafię poradzić sobie z tym, że nasza ostatnia rozmowa była kłótnią. O nic, właściwie. Poróżniła nas… no, jednym słowem źle zadziałała różnica pokoleń. Mi wydawało się, że jak mam skończone 18 lat i żyję samodzielnie, to wiem wiele i nie potrzebuję podpowiedzi.

    – A  ona zawsze patrzyła z troską i chciała pomagać.

    – Dokładnie. Wtedy poszło o pierogi. O zwykły gest podzielenia się jedzeniem, a raczej przygotowanie domowego obiadu, co żle zostało przeze mnie odebrane.

    – Jako nachalność?

    – A przecież chodziło o serce. Dzień wcześniej rozmawialiśmy o tym, ale padło moje krótkie NIE. Kiedy następnego  dnia ponownie padła prozycja obiadu dla mnie… Cóż, żałuję rzucenia słuchawką.

    –  To była ta ostatnia rozmowa?

    – To była nasza ostatnia rozmowa. Dziś już wiem, co to znaczy być rodzicem i kochać swe dorosłe dziecko wciąż troszcząc się i chcąc ulżyć w codziennośc, dopóki sił starcza. Wtedy wydawało mi się, że ktoś traktuje mnie jak osobę niepełnosprawną.

    – Każdy patrzy swoimi oczami, osądza według własnych kategorii, patrzy ze swojego punktu widzenia. Na wszystko potrzeba czasu. Tylko miłość jest ponadczasowa. Najważniejsza!